• Wpisów:59
  • Średnio co: 22 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 13:25
  • Licznik odwiedzin:4 270 / 1372 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dowiedziałam się jak to jest potykać się o kłody będąc szczęśliwym
Dowiedzialam sie jak to wszystko co jest z ich strony może być męczące.
Nie wygrają.
Damy radę.
Razem wygramy.
 

 
chyba czas na tą ostatnią zmianę
 

 
Wpadłeś w sidła
Zrób coś do kurwy
Ile masz wyborów?
2? I tak przegrasz
Niech to do Ciebie dotrze, synu
Jesteś tym ostatnim
Biblia Ci nie pomoże
Zejdź na ziemię
Wpraw dźwięk w ruch
Ratuj się.
 

 
Nie wiem co mam robić.
Żadnych wskazówek.
Znikąd.
Jeśli są, stają się zbyt drastyczne.
Nie dopuszczam ich do siebie.
Żegnam logikę.
Wraca tęsknota.
Pozbądź się tego.
Obiecaj.
Nie?
Kłamiesz.
Umiesz.
Jeden krok.
No dalej.
O jeden za dużo.
Strach?
Ty jebany tchórzu.
  • awatar Pozytywna32: Jak poetycko napisane. Zapraszam do mnie. Może coś skomentujesz ? Jeśli ci się spodoba śmiało obserwuj :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jest inaczej. Gorzej. Znów powrót.

Rozmowy z pewną osobą mi pomagają. Uświadamiają i uczą. Inaczej.

Schizy nie dają mi spokoju. Boję się nocy.


Kolorowych snów.
 

 
W tym roku zostałam wolontariuszem. Wróciła wiara w ludzi. Porozmawiałam z kilkoma osobami, przede wszystkim ze starszymi, którzy później podziękowali za poświęcenie im chwili. Tylko jeden nieprzyjemny incydent - szybko się skończył dzięki pomocy pewnego chłopaka. Cholernie miły człowiek Po 8 godzinach kolana bolą mnie do teraz. Było warto.

Czuje się nieobecna. Znów walka ze samą sobą. Nie chce zawalić Ale czuje że muszę. Troszkę odstawiłam się od ludzi. Znów małe schizy. Lekko nie panuję.
Troszkę samotnie.

Dziś pierwszy raz od kilku miesięcy poszłam do kościoła. Zachwyciła mnie prostota wszystkiego oraz spokojny głos księdza. W jakiś sposób tego mi brakowało.

"Milczenie jest złotem." Za bardzo się tego trzymam.

Nawet nie wiem czy ktoś czyta moje wpisy. Jeśli czytasz, to się uśmiechnij do monitora lub telefonu. Nie zaszkodzi
 

 
M. się odezwała. Przeprosiła i wyjaśniła. Dystans. Inaczej.

L. napisała świąteczne życzenia. Wróciło. Dawno łzy nie leciały z taką prędkością. Wino. Obojętność. Lepiej.

Odezwała się osoba, z którą nie pisałam od pomad 2 miesięcy. Zdziwienie. 2 szansa. Bo czemu by nie?

Jarek chce znów być taką osobą jak kiedyś. Niewypał.

Dominika? Jest...inaczej. Dojrzalej i lepiej. Mimo wszystko ciągle się o nią boje.

Wraca cały sierpień. Powietrze przypomina. Where is your God?

Potwór.



Potrzebuje życia.
 

 
Nawet nie wiesz, jaką ulgą jest usłyszeć kogoś kto postanowił żyć.
 

 
Znów zaczynam kłamać. Brzydze się tym. Sama to robię. Wniosek?

Wszystko wraca. Chęć by zrobić sobie krzywdę coraz częściej doprowadza mnie do różnych postaw i reakcji, które zupełnie mnie nie charakteryzują. Czuje jak tracę grunt pod nogami, mając przed oczami wizję tego co nastąpi jeśli się poddam. Nie mogę znieść świadomości że znów staje się tym, przed czym uciekałam. Staje się tym, czego nienawidziłam. Jestem tylko zagrażającym samemu sobie kłamcą. Nie warto dalej przy mnie trwać. To zbyt wyniszczające.

Toksycznie.

Miałam wrażenie, że stałam się lepszym człowiekiem. Takim, jakim zawsze chciałam być. Dobrym, ciepłym, pomagającym i szczęśliwym z tego powodu. Kolejne kłamstwo. To tylko łudzące wrażenie.
 

 
Balansuje na linii. Jeden ruch i stracę. Nie dostałam pomocy, inni dostaną ją ode mnie. Wszystko że wzmożoną siłą. Znów wszystko od nowa. Boję się. Chciałabym poczuć łzy na swoich policzkach. Odkrywam świat. Bóg. Ta pierdolona magia. Kłamie?

Przestałam patrzeć w górę. Straciłam niebo.

Nic co materialne.
  • awatar milczeniekrzyku: Może powinnaś bardziej dać sobie pomóc? Każdy się boi. Zobaczysz, że sobie poradzisz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zamykam się. Znowu. Czuję cholerną blokadę. Chciałabym mieć przy sobie osobę, która na siłę mnie z tego wyrwie. Która, mimo że będę się od niej odsuwała i kazała odejść, podejdzie i mnie przytuli.

Kusi tak bardzo. Nie wiem co sie ze mną dzieje, przecież już było dobrze. Czuje sie cholernie samotna. Nie umiem nawiązać kontaktu z nikim ze szkoły. Chce pomocy ze strony psychologa. Mimo wszystko, boję się.

Czuję się taką wybuchową mieszanką. Obiecałam Dominice że przestane palić. Ale w sumie, jakie to ma znaczenie? Nie przejmuje sie niczym, co związane ze mną.

Wczoraj rozmowa z Dominiką bardzo mi pomogła. Dobrze na mnie działa. Musze dokończyć to, co zaczęłam.

P.S.Mimo wszystko, jesli ktoś potrzebuje rozmowy albo czegokolwiek innego - zawsze można odezwać się do mnie na priv czy odezwać się na asku, podanym po prawej

*Wiecie co? Miejcie wszystko w dupie i dbajcie o siebie, póki macie na to siłę i ochote. Żyjcie tak, jakby nie było jutra*
 

 

.

Dostałam skierowanie do psychologa. Masochizm i zaburzenia psychiczne. Nie wyobrażam sobie, jak pokazuje je rodzicom. Wszystko jest nie tak.
  • awatar THE KILL.: Zobaczymy. Na razie musze sie zebrać w sobie, żeby w ogóle zacząć ogarniać wizyte. Dzięki za wsparcie! :)
  • awatar BRAK ŻYCIA: Może nie będzie aż tak źle? Nie pisze ci nic w stylu:"będzie dobrze trzymaj się", bo dobrze wiem, że nie będzie super. No, ale wiedz, że jestem z tobą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chciałabym powiedzieć, że wygrałam. Przez chwilę miałam poczucie, ze dałam sobie radę, wszystko zaczyna sie układać i że jestem cholernie silna. Złudzenie. Znów powoli wszystko wraca. Cholerny pociąg do żyletki, choć nie robiłam tego od jakichś 3 miesięcy. Poczucie samotności daje o sobie znać. W takich momentach chciałabym porozmawiać z Lidką. Znów mam małe schizy. Przerażenie i strach towarzyszą mi coraz częściej. Nowa szkoła a ja już zawalam naukę. Nie umiem wziąć się za siebie. Znów potrzebuje upadku, by coś sobie uświadomić?

Paradoksalnie, czuje ze jestem silna.

Dostałam list od Dominiki. Taki mały kop w dupe i uświadomienie pewnej rzeczy + wisiorek, z którym sie nie rozstaje.

Miesiąc temu wreszcie zrealizowałam swoje marzenie i zrobiłam tatuaż. Motyw przemyślany, ukazujący moje życie. Silnie łączy się z bólem, wiarą w ludzi, kłamstwem, wykorzystywaniem,przeszłością, samookaleczaniem i wewnętrzną siłą. Pesymistyczny? Wręcz przeciwnie.
 

 
Tak bardzo dziwnie. Relacje z Dominiką ograniczyły się do minimum. Spierdoliło się. Nie chce powiedzieć, że nie widzę w tym jej winy i biorę wszystko na siebie. Mam wrażenie jakbym rozmawiała z całkiem inną osobą. Obcą. Jebane deja vu.

Poradzi sobie. Sama.

Temat L. powraca. Nie wygrałam.
I.? Tęsknie za nią. Nie lubie czekać kilku tygodni na rozmowę z nią.
M.? Nadal mnie unika. Nie zna mnie. Przecież to takie oczywiste.

Postęp.
Etap II - coś nie tak. Powrót?
Etap III-?

Pierdolony bezład.



Przecież nie mogę kłamać.
  • awatar BRAK ŻYCIA: Tak konkretnie się wszystko jebie. Popierdolone to życie . . .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jestem labiryntem. I motylkiem. Przecież motylki są takie ładne, ale tylko te kolorowe. Białe w sumie też. Pokazują czystość świata. Taką, której ja nie posiadam. Moja osoba zbrukana jest kłamstwem i naiwnością. Marzeniem i krwią. Zlepek uczuć, namiętności i krytyki połączonej z wiarą.

Wszystko ulega zmianie.
 

 
Jestem w kokonie. Kłamstwa. Poszczególne litery tego słowa łączące wszystko w całość. Ból rozdziera gardło i pokazuje w świetle dziennym słowa, które mimo wszystko nie powinny go ujrzeć. Zepsułaś szmato. Znowu. Jesteś z siebie dumna? Płacz. Poczułaś sie oszukana, jesteś tylko bezsilną kurwą. Naucz sie, nie możesz sterować innymi ludźmi. Ty masz być dla nich. Twoje uczucia to dno. Ciebie nie ma. Zdychaj kurwo.
 

 
Skurcz. Kurwa,jest 6 rano, zostało mi 40 minut snu. Odpocznij. Wyluzuj się. Dajcie mi tabletki!

A.mnie olała. Nic nowego. Zrobiłam to samo. Nie odezwałam się do nikogo słowem, oprócz krótkiej wymiany zdań ze starą znajomą. Ból. Słowa wyrywały się z piersi jak pragnący wolności kwiat. Usiłowały. Rozpacz. Lidze na pomoc i własną współpracę. Dam radę? Kwiat chce się wyrwać. Jebana zgniła róża. Zgładź.

Serduszko daje o sobie znać. Kłamstwa. Ogół. Wszechświat. Nic. Boli.

Zło czerwonej klatki. Pierś, wydobywający się z niej krzyk. Obłęd. Postać. ?
 

 

?

Znów czuje, że umieram. Tęsknie do cholery. Coraz bardziej. Coraz częściej. Coraz częściej ją widze. Coraz częściej cierpie. Do cholery, dość!

I. przyjechała. Przy niej jest inaczej. Dużo mi uświadamia i za każdym razem po kilku dniach z nią nabieram energii na kilka dni.

Nie radze sobie ze swoimi emocjami. Dlaczego?

Nienawidze siebie. Jednej z kilku.
  • awatar BRAK ŻYCIA: Ja tez nie potrafie poradzic sobie ze swoimi emocjami. Jest tyle pytan a brak odpowiedzi. Nienawidze . . .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wieczorem wyszłam na spacer. Poszłam na cmentarz. Stanęłam przed bramą kończąc wymawiać jakąś myśl, skierowaną do Dominiki. Ogarniałam wzrokiem cały cmentarz, czując lekki niepokój. Nad jednym grobem widziałam jakąś dryfującą postać. Odpuściłam sobie wchodzenie tam i skierowałam się na most. Wszędzie widziałam ludzi i twarze powstałe z drzew. Mimo wszystko starałam sie mieć to gdzieś i nie przejmować sie. Nie dałam rady, po jakiejś godzinie stwierdziłam, że lepiej spierdalać. Zatrzymałam się obok latarni dalej rozmawiając. Popatrzyłam na drzewo, stojące samotnie w jakimś ogrodzie. Z jednego konaru zwisały nogi mężczyzny. Powiesił się. Ciągle jeden obraz, nie chciało się to zmienić na nic innego. Spanikowana i ze łzami w oczach szybko poszłam do domu.

Siedzę przy stole z rodzicami.
-Dziwka!
-Przestań, to twoja mama.
-Nie prawdziwa.
-Pierdol sie, co ty w ogóle mówisz!
-Prawdę. On jest pojebany, widzisz go?
-To twój ojciec, jezu, co ci odpierdala?!
-Mam wszystkiego kurwa dość.
-Kim ty jesteś?
Wewnętrzna walka 2 osób we mnie. Nie wiem nawet co o tym myśleć.

Zaczęłam z rodzicami temat psychiatry. Chciałam się dowiedzieć, po co według nich ludzie idą do kogoś takiego.Nie zahaczałam o nic, co związane ze mną. Po szyderczych słowach wypowiedzianych przez , że może sama chce sie zapisać i po stwierdzeniu, że "dopóki ci pociąg nie przejeżdża po pokoju to luz", odpuściłam. Ze łzami w oczach powtarzałam, żeby sie ze mnie nie śmiała. Tak bardzo chciałam im to wszystko powiedzieć, właśnie w tamtym momencie.

Boję sie. Wiem, że będzie jak kiedyś, jak teraz. Ciągle wmawiam sobie i wszystkim, że nie chce iść do psychologa, że mi nie jest potrzebny. Ale coraz częściej widze, że nie umiem sobie z tym wszystkim. Nadal nie chce do niego iść, chciałabym tylko żyć bez tego wszystkiego. Naprawdę się z czegoś cieszyć, nie zawalić nauki, mieć ambicje i nie czuć, że wewnętrznie umarłam.

Uczucie przerażenia dalej nie odpuszczało. Spałam przy lampce, jak dziecko. Nie umiałam odpędzić od siebie strachu przed dosłownie wszystkim.

  • awatar BRAK ŻYCIA: Bring Me The Horizon <3
  • awatar BRAK ŻYCIA: We mnie tez codziennie trwa walka dwoch osob. Najczesciej wygrywa ta co mowi te zle rzeczy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wszystko sie zmienia. Ja sie zmieniam. Znów czuje że coś straciłam. Cząstke siebie, kawałek duszy. Nie umiem wyjaśnić skąd to sie bierze, zwyczajnie jestem przekonana i czuje to całą sobą. Dobitnie daje mi to o sobie znać. Coś znów jest nie tak. Zaczyna kusić. Zaczynam zachowywać się w dziwny sposób w stosunku do innych. Znów mam problem z odnalezieniem sensu.

Od jakiegoś tygodnia praktycznie codziennie wychodze na wieczorny spacer. Zawsze towarzyszy mi Dominika, choć tylko przez telefon. Odrywam sie na tą godzinę czy dwie od wszystkiego co wokół. Odwiedzam cmentarz, stoję na moście i obserwuje niebo ciesząc sie że moge z kimś normalnie i szczerze porozmawiać. Miłe.

Obawiam sie szkoły. Boję się nowego miejsca, nowych ludzi. Boję się tego, że nie poradzę sobie z nauką (podstawy mam żeby o to się bać. Choćby całe gimnazjum). Boję się, że znów "wpadne" i coraz mniej będę radziła sobie ze samą sobą. Sama wiem czego się boję.

Mam wrażenie niestabilności. Czuję, jakbym faktycznie posiadała w sobie kilka osób, osobowości. Ciekawe czy inni też tak to odbierają.

Znów mi się śniła. Jakiś 5 czy 6 raz, kiedy sen o niej nie daje mi spokoju. Tak bardzo tęsknię.

Powoli trace siebie.


  • awatar BRAK ŻYCIA: Ja tez boje sie nowej szkoly. Boje sie ze nowi ludzie znoszcza mnie psychicznie. Ja to chyba nigdy nie odnajde sensu . . .
  • awatar Isobella: Powoli tracę siebie... Ja tracę siebie codziennie od dłuższego czasu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Uwielbiam ją. Ja ją do cholery uwielbiam. Wystarczy, że do niej zadzwonie i usłysze ten śmiech i słodkie "trąąboo". Rozmawiamy po kilka godzin, choćby zarażając sie nawzajem ziewaniem jak wczoraj. Kocham to, odrywam sie wtedy od wszystkiego wokół. Mogą męczyć mnie schizy, może być w chuj źle ale i tak będę się z nią śmiała i

I. była na kilka dni. Jejciu, wszystko było jak dawniej, nawet lepiej. Biłyśmy sie, mówiłyśmy sobie wszystko, wkurwiałyśmy sie nawzajem, ciągle ze sobą siedziałyśmy. W sobotę pojechała. Pierwsze uczucie to cholerna pustka. Tęsknie za nią cholernie, szkoda, że nie studiuje troche bliżej.

Schizy od wczoraj przybrały ciekawy obrót. Fasola przypominająca ukrzyżowanych ludzi czy 2metrowe drzewko będące postacią pokazującą że mam być cicho. Setki twarzy przed oczami.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wczoraj odważyłam sie i zadzwoniłam do Dominiki. Jejciu, jaki miałam zaciesz. Bałam sie ze będzie tak sztywno, że nie będziemy miały o czym rozmawiać. Wyszło całkiem inaczej. Jaj, usłyszeć jej głos po pół roku pisania to coś naprawde zajebistego. Ten szczery śmiech którym zaraża jest naprawde wyjątkowy.

Spierdoliłam jedną sprawe. Poniosło mnie. Pozwoliłam sobie na o wiele za dużo. Żałowałam tego, nawet bardzo. Wyrzucałam sobie, że jestem pierdolonym debilem, który wszystko spierdoli. Ze łzami w oczach ubrałam sie i poszłam na cmentarz. Jak zawsze Młoda mnie uratowała. Poprawiła mi humor, przekonała że to co było to było i dodała otuchy. Kochane to bardzo, jest ze mną zawsze.

Chcę oddać siebie innym. Całą. Większość już rozdałam, czasem trafiając na kogoś kto naprawdę potrzebował a czasem na kogoś, kto tylko pobawił się tym kawałkiem duszy i z kopa wyjebał w ciernie. Chcę być dawcą który ratuje innych. Czasem mam wrażenie że mi sie to udaje choc w małym stopniu. Wreszcie karma daje mi znać że coś mi sie od niej należy. Należy mi sie szczęście innych, które próbuje im przekazać.

Coraz bardziej daje o sobie znać moje alter ego. Schiza wraca. Wszystko wraca.
 

 
Przeszłość wraca i dobitnie daje o sobie znać. Od kilku dni zachowuję sie jak całkiem inna osoba. Nie poznaję siebie, nie poznaje swoich przekonać, zachowań, uczuć. Bez problemu tnę się w widocznych miejscach. Nie obchodzi mnie to, o co zawsze sie martwiłam.
Rzucam sie po łóżku krzycząc w kołdrę modląc sie żeby zniknęły postacie, które mam przed oczami. Chcę uciec od nich, chcę uciec od czarnej zjawy która nade mną stoi. Wyciszam się i zasypiam. Śni mi sie psychiatryk, wiem, że tam wyląduje.
Błagam o pozwolenie mi na całkowite zniszczenie własnej osoby. Nie dostaję pozwolenia. Płaczę, krzyczę i plamie łóżko krwią. Chce umrzeć jak jeszcze nigdy dotąd.
*do 1.24*
Stoję pośrodku pustkowia.
Z uniesionymi rękami kręcę się w koło.
Zamykam czarne oczy i zamykam się w swoim świecie.
Klosz wyznacza granicę.
Mój świat.
Świat małej dziewczynki.
Jestem wolna.
 

 
-Żyję w świecie kłamców.-

Wyszłam z domu, jej. Co prawda z konieczności ale jednak. Mam mieszane uczucia. Przez te kilka dni bardzo dobrze dogadywałam sie z mamą, nie pojawiły się myśli ani nie kusiło. Nie zamulałam ani nie czułam się całkiem zamknięta w swoim świecie. Mimo wszystko dziwnie się czułam wśród ludzi.

Wszystkie dźwięki zlewają się w całość, 2 minuty które sprawiają że chce stamtąd uciec. Każdy dźwięk słyszany wyraźnie, stanowiący uczucie nie do wytrzymania. Zamykam oczy. Widzę twarze ludzi. Każda inna, każda coś przeszła. Otwieram oczy. Nie chcę ich widzieć.

Czuję się źle. Nie znam przyczyny, jak zawsze, samo z siebie. Brakuje mi rozmowy w cztery oczy. I wypalenia z kimś papierosa. Tak, stanowczo.

Mam wrażenie, że moja śmierć nie stanowiłaby większej straty.
  • awatar BRAK ŻYCIA: Everybody wants to go to Heaven But nobody wants to die I can't fear death, no longer I've died a thousand times (...) i am powerless
  • awatar THE KILL.: @Żywy Samobójca: Wiem w jakim kontekście o tym myślisz. Nie bierz tego wszystkiego na dosłownie. Co nie znaczy, że to kłamstwo.
  • awatar † Żywy Samobójca †: No, faktycznie, żadna strata, wiesz? ; ) Fajnie się takie rzeczy czyta. : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
2 noc snów o niej. L. W tych snach jestem naprawdę szczęśliwa. Nic innego się nie liczy, tylko ona. Boję się zasypiać. Te złudne szczęście we śnie męczy mnie całymi dniami.

Wszystko idzie tak, jak nie powinno.
 

 
Nic nie rozumiem. Nie rozumiem dlaczego nikt mi nie powie o co chodzi. Powiedzcie, będzie mi łatwiej spełnić wasze oczekiwania.

Czuje sie zagubiona i bezbronna. Coraz rzadziej dostrzegam jakikolwiek sens.Może dlatego, że tego sensu wcale nie ma.

I. w piątek chce mnie wyciągnąć do psychologa. Boję się cholernie. Z jednej strony czuje że nic mi nie jest a z 2 jestem ciekawa co mi powie i jestem skłonna tam iść.

Potrzebuje przytulenia. I chyba snu. Tak, właśnie.

Przytłacza mnie fakt odpowiedzialności za konsekwencje mojej śmierci.
  • awatar THE KILL.: @Aquarel: Znam. Dla mnie go nie ma.
  • awatar Aquarel: ,, Coraz rzadziej dostrzegam jakikolwiek sens. " Ale sens czego? Sens życia, istnienia? Oddychamy, śmiejemy się, czasami płaczemy... Po prostu żyjemy. Wszystko robimy w jakimś sensie. Więc jaki jest sens życia? Znasz odpowiedź?
  • awatar THE KILL.: @Żywy Samobójca: Słonko, bo te słowa są urocze. Robisz coś dla mnie, udaje mi się jakoś na Ciebie wpłynąć. Poza tym cytaty są piękne.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Oglądam sekrety chirurgii. Zbełtam sie. Fuj!

Nie spałam całą noc. Siedziałam i z kimś rozmawiałam, czułam że ta osoba tego potrzebuje. Nie mogłam jej zostawić. Po 4 wyszłam przez okno i poszłam na cmentarz. Luźne dresy, wielka koszula, koszulka od piżamy, trampki, rozczochrana ale szczęśliwa. Czułam każdy zapach wsi. Drzewa, ziemia, ciepło. Słyszałam każdy odgłos życia. Widziałam różowe niebo. Rozmawiałam ze zmarłymi z dziwną lekkością. Chciałam się z nimi podzielić swoim szczęściem, które mnie wtedy ogarnęło.

Wczorajsza rozmowa dużo mi uświadomiła. Bardzo dużo. Między innymi to, że nie mogę zostawić kilku osób, przede wszystkim Młodej i I. Zależy mi na nich i nigdy nie postawie swojego pragnienia wyżej od ich szczęścia. Nie mogłabym postąpić aż tak egoistycznie. Dziś dotarło do mnie co by było, gdybym straciła kogoś, na kim mi zależy. Wszystko by się rozsypało. Na samą myśl miałam łzy w oczach. Zrobię wszystko, żeby było jak najlepiej.

Migreny wróciły. Ciesze się, że Młoda była dziś ze mną. Zresztą jest ze mną zawsze od pół roku. Dziękuje za to słonko.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Obiecałam sobie, że przeżyję równo 6000 dni. Żyję już 5968. 14 sierpnia wypada data mojej śmierci.

Przypomniałam Jej o tym. Napisała, że sobie beze mnie nie poradzi. Cytaty z wcześniejszego wpisu pochodzą z naszej rozmowy. Pierwszy raz od roku tak mocno rozpłakałam się rozmawiając z kimś o mojej śmierci. Ostatni raz był przy próbie. Ciągle lecą mi łzy, mam ochotę krzyczeć. Czuje sie jak zamknięty w klatce ptak. Nie chce Jej skrzywdzić. Ja Ją kocham, kocham jako przyjaciółkę, jako siostrę, jako kogoś bardzo bliskiego memu sercu. Głupia sprawa, nigdy się nie widziałyśmy, nawet nie znamy swojego głosu. Jednak od pół roku to Ona codziennie mnie wspiera. To dzięki Niej ograniczyłam cięcie do minimum. To dzięki niej nie zwariowałam, starałam się wybierać zawsze to, co mnie i w pewien sposób Ją nie zniszczy. To ona wytrzymuje wszystkie moje wahania i humory, nie ocenia i nie karci. Wiem, że zabijając się zostawiłabym Ją samą. Mam Jej życie w swoich rękach. Samym tym Ją skrzywdziłam.
 

 
"Ja Ci nie pozwole odejść
Na prawde nie wiesz ile dla mnie znaczysz"
 

 
Pierwsze co poczułam zaraz po przebudzeniu się to okropny ból głowy. Zaraz potem doszły myśli samobójcze. Pojawiły się znikąd, zaatakowały nagle. Leżałam godzinę próbując sie od nich uwolnić i jednocześnie zmusić się do wstania i ogólnie "życia".

Dzień jak co dzień; internet, łóżko, telefon, książka, szybko płynący czas. Dużo dzisiaj myślałam nad moimi kontaktami z ludźmi. Są, jakby to określić, dziwne. Najczęściej sama zawalam relacje, często nieświadomie lub z wielkim bólem i nie mogę niczego robić. Brzmi to co najmniej żałośnie. Coraz cześciej zachowuje sie inaczej jakbym chciała. Chcę dobrze ale nie umiem inaczej reagować jak być oschła i ironiczna. Dlatego powinnam podziękować ludziom, którzy troche poznali mój trudny charakter ale mimo tego ze mną są.

Ludzie, którzy już praktycznie są na dnie ale nic ze sobą nie robią. Zawsze miałam o nich takie same zdanie jak reszta - powinni coś ze sobą zrobić, starać się zadbać o siebie i swoją przyszłość, zmienić swoje życie. Chociażby alkoholicy, którzy mając świadomość że nimi są nic nie robią żeby z tym skończyć. Mam wrażenie, że dzisiaj zrozumiałam ich położenie bardziej niż kiedykolwiek. Nie chcą nic zmieniać bo im jest dobrze tak jak jest. Może i narzekają, okłamują siebie jednocześnie zdając swoje położenie ale przyzwyczaili się do tego. Siedzą w tym, bo tak jest łatwiej. Może z lenistwa, może ze strachu co przyniesie "inna" przyszłość. Chociaż sama nie jestem w tak skrajnym położeniu troszeczke podciągam temat pod siebie. Kilka osób, które mnie znają, wiedzą jak się czuję, co coraz częściej mam ochotę zrobić, doradzało (a wręcz kazało) mi iść do psychologa. Wszyscy zgodnie twierdzą, że to pomoże mi się przełamać, zacząć nowe życie, skończyć z różnymi autoagresywnymi formami. Mimo wszystko coraz częściej nie zależy mi na samej sobie. Ja nie żyję, ja istnieję i wegetuję, z dnia na dzień "przechodząc" z jednakową rutyną i bólem. Przyzwyczaiłam się do takiego stanu i nie chcę nic zmieniać z obawy, że mi się nie uda. Mam wrażenie, że tego bym nie zniosła.

Uwielbiam tę piosenkę za tekst i za nutę. Ogólnie ją ubóstwiam.
 

 
Wstałam, ogarnęłam się i już o 8 byłam na przystanku. Odebrałam zdjęcie od Dominiki (słonko, to było epickie! ^^), uśmiechnęłam się i wsiadłam do autobusu. Nie zauważyłam od razu Anety. Cholera, od samego początku unikała mojego wzroku. Usiadłam, założyłam słuchawki i zatopiłam sie w wyciskających łzy piosenkach. Z nerwów bolał mnie brzuch i chciało mi sie płakać, wiedziałam jednak że musze sobie poradzić i z nią porozmawiać. Wysiadłam, poczekałam na nią i z uśmiechem się przywitałam. Skrzywiła się ale udała uśmiech i entuzjazm. Pytałam dlaczego się nie odzywa, dlaczego unika, czy coś się stało. Powiedziała, że nie wie dlaczego, że tak wyszło i poleciała do innej koleżanki. Zrobiło mi sie przykro ale je ominęłam i z podniesioną głową zaczęłam rozmawiać z inną koleżanką.

Nie przedłużając. Spotkałam nową klasę, 31 osób. Większość wydaje się naprawdę fajna i interesująca. Jedna laska od samego początku rozwala więc zapowiada się nieźle. Wych. ciekawa, miła, opanowana. Lekcje zapowiadają się ciekawie. Licze na to, że w tej szkole zaczne nowy rozdział.

Usiadłam z tyłu autobusu z koleżankami z gimnazjum, pośmiałyśmy się, porozmawiałyśmy. Jedna opadła się o mnie i sobie tak leżała. Miło było, poczułam się tak "na luzie". Jeśli tak optymistycznie ma wyglądać mój każdy dzień szkoły to bardzo się cieszę.

Lubię poznawać nowych ludzi. Mimo oporów, które zawsze mi towarzyszą. Boję się wyśmiania, odrzucenia. Ale przecież to tylko ludzie, jestem taka jak oni. *To oni mają się mnie bać ;D*

Semek, wiem że to czytasz. Chcę Ci podziękować. Za rozmowę, za wszystko :3 Łap:
 

 
Boli mnie bylejakość świata. Boli mnie ograniczenie i pustka. Boli mnie dzisiejsze życie. Boli mnie świat.
 

 
Czasem mam wrażenie jakbym była chora. Psychicznie. Jakby to co dzieje się we mnie, działo sie z nie mojej przyczyny. Jakbym była całkiem inna. Jakby dało się cos z tym zrobić. Żałosne.

Coraz łatwiej przychodzi mi doprowadzanie się do stanu, z którego zawsze chciałam uciec. Nie podoba mi się to. Chciałabym uniknąć konfrontacji z samą sobą. Czasem. Mam wrażenie, że bez jakiejś pomocy nigdy sobie nie poradze. Przez prawie 3 lata ze sobą walczyłam. Z marnym skutkiem.
 

 
Dziś jest dobrze, o dziwo. Zawiozłam papiery do szkoły, odebrałam telefon i reszte dnia spędziłam w domu. I. się wyprowadziła. W piątek spotkanie z nową klasą. Boję się.

Nigdy naprawdę nie kochałam. Zauroczenie. Długie, bo ponad roczne. Mimo wszystko to nie była miłość.


Zawaliłam co do cięcia. Pomogło mi. Pierwszy raz od kilku miesięcy mi pomogło. Po długiej czystości ulga jest świetna.